"Idź się pobaw, mama teraz pije". Polacy na rauszu, a dzieci patrzą, boją się i cierpią

Fot. ambrozinio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. ambrozinio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Ciało półtorarocznego chłopca znalezione w oczku wodnym. Gdzie to oczko? Na terenie dużej posesji. Gdzie rodzice? Ależ byli w domu. Pili. Matka miała trzy promile we krwi, ojciec dwa i pół. Na stronie TVN 24 komentarze: „granda" „skandal", „padalcy, nie rodzice". A czy my zawsze jesteśmy święci? Nie. Tylko cicho, cicho. Może ukryjemy to nawet przed sobą.

„Marzę o winie" mówi koleżanka. Matka. „Wieczorne whisky i stres schodzi" mówi kolega. Ojciec. Na fejsie wakacje jeszcze w pełni. Plaża, bar, jezioro, łódka. I zdjęcia z piwem, winem, prosecco. U nas jak zabawa i relaks to tylko z alko. Ależ znam to doskonale. Dzieci? Dzieci obok. Przecież one tego nie czują. Jesteśmy normalni. NORMALNI. Po alkoholu nawet fajniejsi. Zabawa? Proszę bardzo? Cierpliwość? Uff, jest jej więcej. Przynajmniej my tak czujemy.

Pijemy coraz więcej i częściej. Według badań 17 proc. z nas sięga po alkohol dużo częściej niż przed pojawieniem się dziecka. 60 proc. uważa, że to nie ma wpływu na życie rodzinne, 20 proc. wyznaje wręcz, że po alkoholu staje się lepszymi rodzicami.

Oczywiście. Akurat. Alkohol to substancja psychoaktywna, podobnie jak inne używki wpływa na nasze zachowanie. My nazywamy to relaksem, ulgą, spadkiem adrenaliny. Mamy do tego przecież prawo, bo współczesny świat funduje nam tyleeee napięcia. Bo przecież praca na full, związki takie chwiejne, bo finanse nie takie i w ogóle ten świat nie taki. A alko tak cudownie koi ból. I tak cudownie wyznacza rytm dnia, tygodnia. Jest na co czekać. Któż by nie chciał choć na chwilę wylądować w słodkim niebycie?

A dzieci? Co tam dzieci. Usprawiedliwiamy tak miękko siebie, swoich partnerów, rodziców. Pijemy albo towarzyszymy w piciu. Polewamy sobie radość życia. Niech będzie fajnie. No i lekko.

Nie widzimy, że dziecko:
– traci poczucie bezpieczeństwa, bo widzi dwa wcielenia rodzica. Rozzłoszczonego, spiętego i za chwilę ciepłego i wesoło. Nie ma konkretnego powodu tej zmiany (dziecko, szczególnie małe, jej nie widzi)
– boi się. Rodzic po alkoholu to często rodzic nieprzewidywalny. O, co szkodzi wyjście do miasta, spacer kompletnie nagły, siedzenie nad Wisłą do nocy.
– jest zagubione, bo granice są przesuwane, pozwala się mu na więcej. Dłużej komp? Proszę bardzo, tacie tak dobrze pije się piwko. Dłużej telewizja, dłużej i więcej wszystkiego. Tata (mama) przesuwają granice, bo procenty sprawiają, że mają lżejsze podejście do życia. Im to daje ulgę, w dziecku budzi to strach. Bo przecież następnego dnia, na przykład na kacu, tata nakrzyczy syna lub córkę, że siedzi przed kompem. Cóż, co było prawdą wczoraj nie jest już nią dzisiaj. Święta zasada człowieka co lubi się napić.

Dlatego jestem zwolenniczką nie picia przy dzieciach w ogóle. Od zawsze? Ależ skąd
Od czasu, kiedy byłam na grillu ze znajomymi. Dziewięcioro dorosłych, kilkanaścioro dzieci. Nawet niepijący znajomi tym razem pili. Nie, nie dużo. Wystarczająco jednak dużo, by nie mieć na dzieci takiego „oka" jak zawsze. Wystarczająco dużo, by w śmiechu, dopiero po chwili usłyszeć dziecięce; „Aaaaa". I zorientować się, że jeden z ośmiolatków wylądowałam w bajorze. Nic się niby nie mogło stać. Ale to jednak słabe, gdy dziecko całe przemoczone całe wrzeszczy „aaaaa" i przez minutę nikt go nie słyszy. Zupełnie trzeźwy dorosły, by usłyszał, prawda?

Od kiedy wmawiałam przyjaciółce, że przecież moje dziecko nie czuje dwóch kieliszków wina do kolacji i żeby naprawdę przestała bredzić, bo jestem taka, jak zawsze. A potem zobaczyłam koleżankę po dwóch dużych kieliszkach wina i widziałam, że ona jest INNA. Jak więc mogłoby nie czuć tego jej dziecko?

No i w końcu od kiedy usłyszałam historię znajomej DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika). Nie, nie była w dzieciństwie bita, obrażana. Nie. Ale rytm życia jej matki wyznaczał alkohol. Dorosła, stabilna Trzeźwa. I szalona Nietrzeźwa. Nietrzeźwa myślała, że jest dobra, kochana, czuła. Niestety znajoma odbierała to inaczej. Matka, bo alkoholu była niepokojąca. Za czuła, za wylewna, za wesoła. Sztuczna. I tak cholernie nieprzewidywalna.

Od kiedy setki rzeczy, o których nie ma nawet po co pisać.

I najważniejsze:
Od kiedy zrozumiałam, że każdy kieliszek wina odsuwa mnie od rodziny. Jestem pogrążona w swoim świecie, bardziej egocentryczna, nieuważna, chętniej odpuszczam, nie trzymam się tak bardzo zasad. Wszyscy to mamy po alkoholu. Nawet po niedużej ilości. Jesteśmy mniej skoncentrowani, egoistyczni. To nie musi się kończyć dramatem. Ale zawsze kończy się tym, że dziecko widzi rodzica innego. Jakbyśmy sobie nie wmawiali, że jest inaczej.

Może więc po prostu zamiast hejtować pijaków, wszyscy przestaniemy pić. Przy dzieciach. Bo jesteśmy za nie ODPOWIEDZIALNI. A picie i odpowiedzialność rzadko idą w parze. Nauczymy się inaczej radzić z emocjami. I tego też uczmy nasze dzieci. Koniec z piwkiem na plaży. I tłumaczeniem, że to winko/ whisky/ piwo to tylko dlatego, że mieliśmy taaaaaaaki ciężki dzień.
Akurat. Każdy powód jest dobry, żeby się napić. A każdy powód powinien być dobry, żeby postawić na nasze dzieci. Wszystko. Nawet nasz (pseudo) relaks. I (pseudo) ulgę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...